Strona główna | |||||
▲ Do góry ▲ |
Oto rejon naszego ostatniego wakacyjnego wyjazdu. Dlaczego tu? Bo tu miała być dobra pogoda. |
Bazę założyliśmy na małym kampingu z wiejską atmosferą (kury, kaczki, gęsi a nawet dwie czarne świnki) w Reichenau an der Rax w dolinie Höllental. |
Nasz namiot bazowy. Za sąsiadów mieliśmy parę Polaków z ... Gliwic. |
Ruszamy na pierwsza wycieczkę rowerową. Początek trasy biegnie łagodnie w górę doliny. |
Po paru kilometrach zaczyna się jednak podjazd. |
Widoki i pogoda wynagradzają trudy podjazdu. |
Trasa wiedzie prawie pustymi, lokalnymi asfaltami. |
|
Zdobywamy wysokość. Był też fragment terenowy z krótkim wypychem. |
Tu już nie ma żartów, trzeba cisnąć. |
Po dwóch solidnych podjazdach zjeżdżamy do Prein an der Rax. |
|
15 km za nami i jest okazja napić się kawy, więc korzystamy. |
Teraz czeka nas kolejny, najdłuższy podjazd z 625 na 925 m. |
Po drodze spotykamy całe łąki zimowitów. |
|
Zapowiada się całkiem niezły zjazd. Na znaku podawane jest maksymalne nachylenie. |
Dojeżdżamy do wiaduktu Kalte Rinne na historycznej górskiej kolei Semmering (Semmeringbahn). |
Wiadukt jest aktualnie w remoncie. |
|
Inny fragment tej samej linii kolejowej. |
Mijamy miejscowość Breitenstein i rozpoczynamy kolejny, ostry podjazd. |
Widoki cały czas bardzo ładne. |
Kolejny widoczek. |
Pojawiają się też widoki na masyw Schneebergu. |
Ścinamy ostatni mozolny podjazd trawersując grzbiet Totenbergu i zjeżdżamy do Gloggnitz. |
Wstępujemy na dziedziniec zamku w Gloggnitz. |
|
Ostatnie 10 km z Gloggnitz do Reichenau jedziemy szlakiem wzdłuż rzeki Schwarza po płaskim. |
Na naszym kampingu mamy trzy gęsi, tu mijamy całe stado. |
Na koniec czekał nas jeszcze 80 metrowy podjazd na kamping. A to trasa wycieczki. Było 49 km i 1200 m podjazdów. |
|
Kolejna wycieczka ma być odpoczynkowa. Startujemy z Feistritz am Wechsel. |
Początek trasy, to łagodny podjazd ścieżką rowerową doliną rzeki Feistritz. |
Mijamy Kirchberg am Wechsel z - jak sama nazwa wskazuje - kościołem na wzgórzu. |
Po mozolnym podjeżdzie szosą do Raach wjeżdżamy na widokowy grzbiet. Pojawia się masyw Schneebergu. |
Szlak prowadzi cały czas lokalnymi asfaltami, którymi prawie nic nie jeździ. |
Jeden z uczestników wyjazdu - niejaki Jacek G. [fot. Jola] |
Widok na północ - Szchneeberg i być może Hoche Wand. |
Na koniec zjeżdżamy do punktu startu, czyli widocznego w dolinie Feistritz. |
Kościół i zamek w Feistritz. |
Trasa wycieczki. Było 30 km i 650 m podjazdów. |
Kampingowa sielanka. |
We wtorek pogoda miała się popsuć i tak też zrobiła. Wybraliśmy się zatem na pieszą wycieczkę z przełęczy Preiner Gscheid (1070 m) do schroniska Karl-Ludwig-Haus (1800 m). |
Już na starcie dowiadujemy się, że schronisko jest nieczynne, ale za to pogoda trochę się poprawia. |
Niby coś widać, ale robi się zimno i zaczyna mocno wiać. |
Dochodzimy do zamkniętego schroniska. |
Widoki zasłaniają co rusz przewalające się chmury. |
Schodzimy tą samą drogą. Można było jeszcze wejść na pobliski Heukuppe (2007 m) czyli "kupę siana" :), ale w takich warunkach nie miało to sensu. W pierwotnych planach była też ferratka Bismarksteig, którą też odpuściliśmy. |
Nad Mürzzuschlag ciągnie się grzbiet z całym szeregiem wiatraków. |
W dolnej części zmieniamy nieco wariant i podążamy żółtym szlakiem. Austriacy nie żałują farby na znaki szlaku. |
Trasa wycieczki. Było ok. 1000 m podejścia i zejścia. |
A wieczorem obserwujemy malownicze chmurki nad naszą bazą. |
W środę pogoda wraca do normy. Pakujemy rowery na dach i jedziemy na prawdziwie górską wycieczkę rowerową. Ma być ostro pod górę, ale jak się uda wyjechać, czeka nas nagroda w postaci pięknych widoków. |
||
Startujemy z parkingu przy hotelu i restauracji Urani w dolinie Mürz na wysokości ok. 700 m. Jeśli widzicie ten maszt koło chmurki, to tam mamy dojechać ... i jeszcze wyżej. |
Tak wyglądają górki w które jedziemy. |
Początek, to w miarę łagodny podjazd asfaltem nie przekraczający 5%. |
Za tym osiedlem zaczyna się płatny odcinek drogi, którą można wyjechać samochodem na wysokość ok. 1400 m. My nie idziemy na łatwiznę. |
Kończy się asfalt i zaczyna szuter. Miejscami robi się też znacznie stromiej. |
Pojawiają się widoki. |
Coraz ładniej. |
Coraz ładniej i coraz trudniej. |
Tu nieco lepiej widać, że nie jest płasko. |
W dali pojawia się schronisko Schneealpenhaus, w pobliże którego mamy dojechać. |
Ja ze szczytami grupy Rax w tle. [fot. Jola] |
|
Schneealpenhaus coraz bliżej. |
Dotarliśmy do masztu, potem był krótki zjazd, ale to nie koniec podjazdu. |
Chwilami nachylenie dochodzi do 19%, na dłuższych odcinkach jest 12 - 16 %, a średnie nachylenie całego podjazdu to ok. 10%. |
Wreszcie docieramy do rozległego płaskowyżu. Gdy słońce chowa się za chmury robi się chłodno. Zaczyna też trochę wiać. W końcu jesteśmy 1000 m ponad doliną. |
Mijamy schronisko Schneealpenhaus i Michlbauerhütte i zmierzamy do najdalej położonego na szlaku Lurgbauerhütte. |
Jola już prawie u celu. |
Ja mam trochę dalej ;) |
Cel osiągnięty. Należy się nagroda ... |
... prócz widoków ... |
... kawa, piwo i sernik. |
Kwietniki z szarotkami. |
W drodze powrotnej mamy nieco więcej słońca. |
Wracamy tą samą drogą, a widoki zupełnie inne ;) |
To chyba znów słynna "kupa siana" czyli Heukuppe. |
A to rozdroże pod Schneealpenhaus. |
|
A tak to wygląda w całości. |
|||
Zaczyna się zjazd. |
Trasa wycieczki. Było 30 km i 1280 m podjazdów. |
W czwartek postanawiamy zdobyć Schneeberg. Jedziemy do Puchbergu, a potem pod dolną stację wyciągu krzesełkowego. |
|
Aby zaoszczedzić kolana podjeżdżamy wyciągiem na wysokość 1200 m. |
Podchodzimy żółtym szlakie, który już na dzień dobry wygląda dość ambitnie. |
Ścieżka zamienia się w perć. |
|
Pojawiają się poręczówki. Nie ma większych trudności, ale w gorszych warunkach mogą się przydać. |
Wychodzimy ponad skały i podchodzimy trawiastym grzbietem w kierunku podszczytowego schroniska Fischerhütte. Na końcu widocznej drogi znajduje się położone 270 poniżej szczytu schronisko Damböckhaus, a nieopodal górna stacja pociągu, którym można dojechac za ok. 50 EUR pod szczyt. |
A to Klosterwappen (2076 m) - najwyższy wierzchołek masywu Schneeberg. |
Szczyt zdobyty. |
Jeszcze tylko panoramka, której nie opiszę... |
... i ponieważ znów strasznie wieje, więc uciekamy do schroniska. |
Po zupce i herbacie schodzimy nieco innym wariantem. |
Zielony szlak jest na początku też dość stromy, ale nie ma żadnych trudności. |
Szlak jest gęsto oznakowany tyczkami - trudno się zgubić nawet we mgle. |
Przed nami skałka Rote Wand i schron Heinrich-Krempel-Hütte. |
Goryczuszka - kwiatek z rodziny goryczkowatych. |
|
Drzewa umierają stojąc. |
Ścieżka wije się wśród rozrzuconych skałek i głazów. |
A to ponoć stonoga (wg Joli). |
Dochodzimy do schroniska Edelweisshütte, poniżej którego znajduje się górna stacja krzeseł. |
A tak wygląda Schneeberg - z lewej trasa kolei zębatej. |
Trasa wycieczki. Było ok. 11 km i 880 m. podejścia. |
Po drodze mijamy ruiny zamku Losenheim. Rano, w słońcu wyglądał efektowniej, ale trudno było się zatrzymać, aby zrobić zdjęcie. |
I jeszcze rzut oka w kierunku szczytu. |
A to już kolejne obserwacje chmurek z kampingu. |
Ostatnią wycieczkę rowerową rozpoczynamy w miejscowości Aspang Markt i na początek jedziemy doliną potoku Grosser Pestingbach. |
||
Po 10 km zjeżdżamy z asfaltu na drogę szutrową. |
Jedziemy szlakiem nr 16 w ramach lokalnego systemu szlaków Wexl Trails. |
Krajobrazy prawie beskidzkie. |
Zatrzymujemy się przy kapliczce, aby się posilić. |
Kwitną goryczki trojeściowe - znak, że idzie jesień. |
Tu musiało niedawno nieźle padać. Na nas spadło tylko kilka kropel. |
Mijamy stację wyciągów ośrodka narciarskiego. A to znów ja. |
Trzeba się trochę cieplej ubrać, bo zacznie się zjazd. |
Mijamy miasteczko Mönichkirchen. |
Zaczynamy ostatni odcinek trasy prowadzący wąskimi asfaltami trochę w dół, trochę w górę. |
Przy drodze zauważam potężną lipę. |
Gonią nas jakieś przelotne i raczej niegroźne deszczyki. |
Teraz już całkiem z górki, a tymczasem Joli zaczyna mocno szurać przedni hamulec. Potem okazuje się, że klocki starły się do zera. |
Mimo średniej pogody krajobrazy są całkiem malownicze. |
Nad Aspang Markt pojawia się nawet słońce. |
Docieramy do celu i idziemy na kawę. Wieczorem pogoda zgodnie z prognozami całkiem się psuje więc w sobotę wracamy do domu. Nie zdążyliśmy zrobić wszystkich ciekawych wycieczek w okolicy. W planie były m.in. ferratki, których jest tu kilka. Myślę, że warto tu jeszcze wrócić. |
Trasa wycieczki. Było ok. 30 km i ok. 830 m podjazdów. |
▲ Do góry ▲ | |||||
Strona główna |